Najczęściej zadawane pytania

W zasadzie na wszystkie najczęściej zadawane pytania odpowiedzi znajdziecie na moim blogu. Cóż mogę jeszcze napisać? Zachęcam do jego czytania zarówno osoby szukające odpowiedniego dla siebie ośrodka terapii, jak i osoby im najbliższe, które chcą pomóc.

W tej części odpowiem na pięć pytań, z którymi najczęściej się spotykam, choć w trakcie rozmowy telefonicznej z jednego pytania wynikają kolejne, rozpoczyna się bardzo osobista rozmowa, której zwyczajnie nie wolno mi powtórzyć. Taka rozmowa dotyczy skomplikowanego życia osoby uzależnionej i tego wszystkiego, co dzieje się wokół niej, czyli uczuć, w tym lęku i strachu oraz niepokoju osób najbliższych. Te osoby często nie mają się z kim podzielić swoimi przemyśleniami, tym co przeżywają, ale to już zupełnie inna sprawa, o której piszę we wskazanym wyżej miejscu, czyli na blogu.

1. Trzy tygodnie – czy to wystarczy?

Dla niektórych to tylko trzy tygodnie, dla innych – aż. Program terapii w Ośrodku Rozwój Trzeźwej Osobowości jest „rozpisany” na taki czas. Pozwala na to praca z bardzo małą grupą pacjentów, co czyni tę terapię bardzo indywidualną oraz daje możliwość rozmów i dyskusji, które sprzyjają dobrej i pożądanej zmianie. Mamy taki zwyczaj, że ZAWSZE w połowie turnusu siadamy z pacjentem i omawiamy „postępy”. Wspólnie oceniamy osiągnięte do owej chwili efekty pracy. Podejmujemy decyzję, czy wystarczą trzy tygodnie, czy może warto czas pobytu w Ośrodku przedłużyć.

2. Jaki procent pacjentów trzeźwieje po terapii w ośrodku RTO?

Trudne pytanie! Myślę, wręcz jestem przekonany, że procent większy niż w przeciętnym Ośrodku NFZ. Wynika to najprawdopodobniej z pracy w małej grupie, na co fundusz pozwolić sobie nie może. Nie przeprowadzałem jednak nigdy takich analiz i nie chcę rzucać cyframi bez matematycznych podstaw.

Moje przekonanie wynika również z rozmów z absolwentami RTO, którzy dzwonią i odwiedzają Ośrodek w celu tygodniowych prac nad tzw. doładowaniem lub bez powodu wpadają na kawę, co się dość często zdarza i jest dla mnie zawsze bardzo miłe.

3. Jakie są gwarancje…?

Oj! Już mi ciśnienie podskakuje! Przecież my w Ośrodku z żywym, bardzo chorym człowiekiem pracujemy. Człowiek to nie samochód „nówka sztuka” z salonu wyprowadzony, tym bardziej nie jest to sprzęt AGD! Ja nie mogę i nie traktuję moich pacjentów przedmiotowo, tylko PODMIOTOWO i jak często piszę „dzielę się z NIMI doświadczeniem, siłą i nadzieją oraz wiedzą, pomagam w zrozumieniu problemu, w odkłamaniu się”. Znana terapeutka uzależnień i psycholog, dr Ewa Woydyłło, powiedziała takie bardzo mądre zdanie: „za chorobę osoba uzależniona nie jest odpowiedzialna, natomiast za wyzdrowienie odpowiedzialny jest tylko chory!” Ja mam pacjentowi towarzyszyć, pomagać, wspierać, otwierać „nowe przestrzenie”, ale zmienić siebie, wytrzeźwieć może tylko ON sam. Ja jedynie chcę i mogę swoją robotę wykonywać z pełną odpowiedzialnością.

4. Jak motywować do podjęcia terapii?

Tu odpowiedź musi być bardzo indywidualna! Trudno mówić: „proszę zrobić tak, a on czy ona z pewnością przekona się do potrzeby odbycia terapii”. To wynika z dłuższej rozmowy i z wielu, bardzo wielu okoliczności, które tej konkretnej sytuacji towarzyszą. Jedno jest pewne, trzeba zastosować tzw. „twardą miłość”. Trudne, bo osobie bliskiej nie jest łatwo pogodzić się z tym, czego chce terapeuta: „(…) bym mu szklanki wody nie podała! Obiadu nie zostawiła, nie usprawiedliwiła w pracy bumelki!”. Terapeuta nie chce, tylko proponuje i stara się również zrozumieć, jak bardzo  jest ciężko matce, żonie, siostrze zastosować tę "twardą miłość".

„Przecież kochamy, drżymy o NIEGO” − tak, ale jednocześnie tworzymy tej/temu najbliższemu KOMFORT PICIA! „On przecież cierpi!” − Kochani, drodzy, wiem, że „miłość góry przenosi”, ale ON/ONA są śmiertelnie chorzy i… nie ma wyjścia.

Kolejną metodą motywującą do zdecydowania się na terapię jest: „Interwencja wobec osoby uzależnionej”.

5. Co to jest „Interwencja wobec osoby uzależnionej”?

To jest do zrobienia, to tylko tak „groźnie brzmi”. Ta metoda została opracowana w latach 60-tych w Instytucie Johnsona w Minneapolis.

Oto jej definicja: „Interwencja polega na przedstawieniu rzeczywistości osobie pozbawionej z nią kontaktu (my mówimy o osobie uzależnionej od alkoholu lub innych środków zmieniających nastrój), w sposób możliwy dla niej do przyjęcia”.

Nie będę przedstawiał tutaj „całej drogi” oraz przygotowania interwencji. Zawsze jestem gotowy do pomocy w jej przygotowaniu. Chciałbym nadto powiedzieć, że taką interwencję możecie Państwo przygotować przy pomocy terapeutów z każdej przychodni, oddziału, ośrodka terapii uzależnień, Gminnego Punktu Konsultacyjnego ds. uzależnień i przemocy w w rodzinie (teraz może się to różnie nazywać).

Przedstawię tylko najważniejsze założenia i cele interwencji:

− tak rozmawiać z osobą uzależnioną, przełamując mechanizmy obronne, by pokazać PRAWDZIWĄ RZECZYWISTOŚĆ oraz motywować do leczenia,

− przyspieszyć kryzys, który zmobilizuje do podjęcia terapii,

− na sesji interwencyjnej mówimy o 3 sprawach:

  I. ZALEŻY NAM NA TOBIE.

 II. Omawiamy konkretne incydenty i fakty związane z piciem lub braniem narkotyków.

III. Stawiamy warunek: MASZ SIĘ LECZYĆ.

Czym NIE jest interwencja:

− nie jest awanturą rodzinną na temat picia alkoholu! Po raz en… ty,

− nie jest spotkaniem w celu kolejnych oskarżeń i pretensji w stosunku do osoby pijącej,

− nie jest czasem na użalanie się,

− nie jest również dyskusją nad tym, dlaczego uzależniony pije,

− nie jest także rozmową o tym, czy picie TEJ DANEJ OSOBY jest chorobliwe,

− nie jest „oceną” uzależnionego w wypełnianiu jego ról społecznych (jesteś złym ojcem, pracodawcą czy pracownikiem),

− nie jest spotkaniem terapeutycznym ani diagnostycznym,

− nie jest również rozmową o tym, czym jest, a czym nie jest uzależnienie od alkoholu,

− nie jest też upokarzaniem osoby uzależnionej.

Czym JEST interwencja i jak ją prowadzić:

− działaniem z zewnątrz,

− działaniem „kawa na ławę” – gramy w otwarte karty,

− pomocą osobie, która tej pomocy nie chce,

− motywowaniem wbrew temu, co osoba uzależniona myśli i potrzebuje w sprawie swojego picia,

− szturmem na „obronę”, na „fortyfikację”, którą się uzależniony odgrodził, a nie na osobę,

− rzeczową, konkretną i ŻYCZLIWĄ konfrontacją z uzależnionym.

Interwencję przeprowadzają 3-4 osoby, tzw. znaczące (np. żona, matka, ojciec, rodzeństwo, dorosłe dziecko, przyjaciel, może życzliwy przełożony), które utworzą zespół interwencyjny. Zespół powinien przygotować się bardzo SOLIDNIE i ODPOWIEDZIALNIE do wykonania zadania. Każda z osób powinna przypomnieć trzy konkretne sytuacje, w których uzależniony ZAWIÓDŁ! Nie dopuszczamy do dyskusji, mówimy o przyjaźni, trosce, ale stawiamy warunek − PODEJMIESZ TERAPIĘ!

To tak w bardzo dużym skrócie. Należy to solidnie przygotować, przećwiczyć i wyznaczyć osobę prowadzącą. Warto również mieć ośrodek terapii, który zostanie wskazany bliskiej nam chorej osobie. Bardzo serdecznie namawiam, zaproście do pomocy w przygotowaniu interwencji psychologa lub terapeutę uzależnień. Powodzenia!

Na te i inne nurtujące państwa pytania odpowiadam na swoim blogu w felietonach:

Kwitów nie daję

O czym jeszcze nie pisałem, czyli czy terapia jest skuteczna

Apel

Telefony

Na terapię zawsze jest dobry czas

Czy jestem alkoholikiem

Obawy przed terapią

On/ona pije. Co robić?

 Rozterki terapeuty. Jak pomóc?