Blog

29 12.2016
Świąteczne maile, telefony, smsy

− Marku, poznajesz? To ja…

Pewnie, że poznaję!
W większości udaje mi się rozpoznać po głosie moich byłych pacjentów, teraz naprawdę bliskich przyjaciół. Takich, co to można przez rok nie gadać, a potem przez chwilę uzupełnić właśnie informacje z minionego roku, bez focha, że „cisza była”.

Tak, poznaję, Heniu, i jest mi bardzo miło.
Tak, poznaję WASZE głosy i wiem, że jesteście TRZEŹWI, bo to rozpoznaję bezbłędnie.
Nos starego terapeuty…

O telefonach za chwilę, bo to ważne, ale jest również informacja: „dziś biorę ŚLUB!”
No wspaniale, życie się zmienia, trzeźwość jest tych zmian twórcą.
Jaka radość właśnie w tych głosach, głosach spokojnych, ciepłych i jeszcze tak mądrze i rzeczowo mówiących.

Wreszcie są Święta, rodzinne, spokojne, ciepłe, bez strachu i bólu.

To najpiękniejsza nagroda dla mnie. Są. Są „tacy sami, ale zupełnie inni”.
Są z rodzinami, z dziećmi, które w wielu wypadkach studia pokończyły i ze „starymi” (trzeźwymi) mają wspaniały kontakt.

Dostaję wspaniałe prezenty. Wspaniały prezent i bonus!

Po raz kolejny przekonuję się, że jesteśmy czytani!
Tak, jesteśmy. Skąd wiem? Bo wszyscy mi mówią o Agnieszce: jakie pióro, jak fajnie, jak uczciwie i szczerze, widać, że nasza, ale wie co robi.

Za jakie grzechy ja tak cierpieć muszę? Pisać też muszę. Znaczy wyrobnik, skoro musi a inni mogą i to JAK! (Czy ktoś słyszał może o jakimś uniwersytecie III wieku, który pisać uczy?).
Żartuję sobie, ale tak szczerze, to dumny ze współpracownicy jestem.

Tak sobie przypominam kolejnych pacjentów, kolejne lata, kolejne terapie.
O wielu wiem jak żyją, o niektórych nic. Przecież nie muszą, nie ma takiego obowiązku, by się odzywali. Ja swoje wiem, trzeźwieją i mają fajne życie.

Takie to dziś niespójne, ale święta i dzieje się dużo.
W miasto poszedłem, w mój Sopot, a na Monciaku karuzela, taka dziecięca jakby sprzed stu lat i kolędy. Nawet brak śniegu nie zmącił mi świątecznego nastroju.
Morze we mgle, a tam gdzieś na statkach na redzie marynarze, czy zdążą na wigilię?

I jeszcze coś chodzi mi po głowie: „Kiedy spotkasz uratowanego alkoholika….” Przeczytajcie, jest na ostatniej stronie Moich przemyśleń – dobry tekst, nie mój http://rozwoj-trzezwej-osobowosci.pl/blog/kiedy-spotkasz-2014-02-25

Święta, piękny czas.
Niekiedy czas bardzo trudny, bo nowy, spędzany inaczej, bez kaca, bez wstydu, a takie tych świąt przeżywanie to również wyzwanie. To też i kłębiące się w głowie: co oni myślą, czy wybaczyli, czy nie będzie jakichś złych, starych wspomnień, wyrzutów?

Może i będą, ta druga strona również cierpiała, ona również „dochodzi do równowagi”, ona również buduje zaufanie. A to nie jest łatwe.
Nikt nie obiecywał….

Nikt nie powiedział, że wraz z odstawieniem kieliszka skończą się kłopoty. Bardzo często one są, tylko bierzemy je na trzeźwo. Tyle już zrobiliśmy, mamy w sobie odwagę, mamy siłę i pokorę, żeby iść, iść trzeźwo w długą życiową drogę.

Mamy odwagę, żeby trzeźwieć.
Mamy odwagę, aby uznać śmiertelną chorobę.
Ile trzeba było mieć tej odwagi w sobie, aby się PODDAĆ?

Więc teraz tylko do przodu, może być tylko lepiej, a na lepsze życie zasługujemy jak nikt inny.

Wesołego, spokojnego po świętach. Jeszcze lepszego, dobrego NOWEGO ROKU.

Marek

Dodaj komentarz