Blog

26 01.2017
O nietrzeźwienia przyczynach i konsekwencjach słów kilka czyli coś dla inteligentnych

Pewnie o poszczególnych przyczynach nietrzeźwienia i jego konsekwencjach już wiele razy pisałem, ale nie będzie błędem zebranie tego do (terapeutycznej) kupy. Wielcy w temacie pomagania uznają to najwyżej za margines poważnych spraw, ale… Ja w mazurskiej głuszy, wśród lasów i jezior − więc też margines, ale swoje wiem!

Często w słuchawce telefonu (o czym już pisałem) słyszę takie pytania:
− Jaki pan ma procent pacjentów, którzy wyszli?
− Czy po terapii uzależnienia od alkoholu nie będę/będzie pił?

Moja odpowiedź od lat jest taka sama:
− Gwarancji nie daję, to nie sprzęt AGD.

To żywy człowiek ze swoimi problemami, kłopotami, troskami, ze swoim PRZEKONANIEM o uzależnieniu i związanymi z tym mitami i stereotypami.
Czy jest gotowy na zmianę, czy tego chce, czy gotów jest spojrzeć na siebie uczciwie, czy jest gotów zaakceptować chorobę alkoholową (a w konsekwencji uznać bezsilność wobec niej) i z nią dalej podróżować przez życie, w zgodzie, w POGODZIE DUCHA, z chęcią do pracy?

Ja będę z nim pracował solidnie, przekażę potrzebną wiedzę, postaram się „rozbroić” mechanizmy tej paskudnej choroby. Wspólnie zrobimy wszystko, aby mój pacjent POZNAŁ siebie prawdziwego − dam klucze do trzeźwości, podzielę się doświadczeniem, ale… za niego nie wytrzeźwieję!

To nie szpital, gdzie wychodzi zdrowy, wyleczony osobnik.
To terapia, która ma pomóc nauczyć się żyć trzeźwo.
To terapia, która ma otworzyć oczy i serce, odkłamać, wskazać kierunek do nowego życia, nie oszukiwać (siebie), nie mówić, że teraz już będzie OK − bo być nie musi.

Terapia pokazuje, jak żyć godnie i trzeźwo, jeżeli przestrzega się zaleceń (i tu mamy podobieństwo do szpitala).
Trudne? Ale jak może zmienić nasze, Twoje, życie!
Wreszcie będziesz mógł spojrzeć w lustro, będziesz wiedział, co robiłeś wczoraj.

Długi wstęp? Poważny a może odstraszający?
Na zmianę nigdy nie jest za późno. Na solidną robotę dla siebie również.

A kogo to dotyczy?
Ciebie − czułego/czułej, ciebie − inteligentnej/inteligentnego. (Przepraszam, Aniu, za nowe teorie!)
Bo Wy dajecie się najczęściej nabrać na mechanizm (więcej o nim/nich już w trakcie terapii), który wszystko „wyjaśni”, wytłumaczy, uzasadni w bardzo przekonywający sposób, wybaczy…

To przez ten mechanizm tak łatwo nam powiedzieć:
− Tak trzeba było postąpić! Każdy by tak zrobił, prawda?
I jeszcze: − Ja tylko tak bardzo kulturalnie, książka, kominek, szklaneczka… Tak przecież alkoholik nie postępuje, gdzie mi do menela!
Daukszewicz się kłania!

Krok 1 AA − ale i w terapii − sprawa PODSTAWOWA:
„Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu, że przestaliśmy kierować własnym życiem”

Ile tu pracy, ile wewnętrznej zmiany potrzeba, na jakie „ustępstwa” w stosunku do dotychczasowego życia należy pójść?
Bez terapii bardzo trudna to do wykonania sprawa, a przypominam − PODSTAWOWA.
Bezsilność wobec alkoholu − bezwzględna! Zrozumieć to można w trakcie terapii.

Ale nie tylko o zrozumienie tu chodzi; o stosowanie, o uznanie, że jeśli chcę żyć… to pić nie mogę i tłumaczenia nie ma.
Myślę, że w tym miejscu właśnie należy dodać to co podstawowe − uczestniczenie w mitingach AA lub Grupach Wsparcia! I nie ma od tego urlopu, dni wolnych ani świąt!!!

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na kilka spraw.
Wypiszę je, aby skleroza nie przypomniała o sobie, kiedy te rozważania będę kontynuował:
− Uczucia.
− Brak lub niekorzystanie z koła ratunkowego.
− Nieumiejętność dawania sobie rady z np. sukcesem zawodowym, bywaniem…
− Problemy rodzinne.
− Problemy zdrowotne.
− Monotonia dnia codziennego.
− Tory nieprzestawione. (Pisałem o tym. Nie da się tylko nie pić!)
I… wiele, wiele innych, w tym również bardzo osobistych przyczyn.

To wszystko, w tym uznanie bezsilności, w gruncie rzeczy jest proste − wszak wiem to z doświadczenia. Przecież mam w swojej historii lub, jak wolicie, w życiorysie masę przykładów na „problemy” z alkoholem, ale ja to analizuję, włosy z głowy wyrywam, dzielę na czworo…

A może nie, może jest inaczej? Ja przecież „mam wszystko idealnie opanowane”.
Do czasu!
I nikt nie wie, co znaczy „do”.

I to by było na tyle, jak mawiał znany profesor.
Do tematu wrócę, bo skończyć wypada.

Marek

Dodaj komentarz