Blog

03 03.2017
24 godziny!

„Nie ma złych mitingów…”

Ja − i nie tylko ja − twierdzę, że z każdego AAowskiego spotkania COŚ się wynosi i jest to coś dobrego.
Jedno słowo, jedno zdanie ważne, takie, które zostaje, prowokuje, każe się zatrzymać, zastanowić, pomyśleć.
Zdarza się, że zostaje na lata.

Na ostatnim (czwartkowym, w ukochanym Małym Mazurskim Miasteczku) mitingu, uroczystym, świątecznym, ROCZNICOWYM – bo Ruda obchodziła swoją pierwszą rocznicę trzeźwości (ale o tym za chwilę) − takie zdanie między innymi padło:
„(…)bo tylko tu jest normalny świat”!!!

I o tym słów kilka:
Każdy może to zdanie interpretować jak chce, jak rozumie. Ja, zwierzę polityczne, odebrałem to tak. Dziś świat, nasz kraj, nasze miasta, nasze rodziny są okropnie podzielone, podzielone z przyczyn politycznych jak nigdy.

Rodziny, przyjaciele, znajomi odwracają się od siebie, bo… poglądy dzielą już tak bardzo, że bez kłótni nie jest możliwa rozmowa, strach zasiąść do wspólnego stołu. Co gorsza, nie siadamy, zamykamy się w czterech ścianach.
Pozostaje złość, niezrozumienie, nienawiść, w najlepszym przypadku obojętność.

A w AA na mitingu jest bezpiecznie, nic złego się nie dzieje, po prostu nie to miejsce. Tak, bo tu nie ma podziałów!

W Preambule Anonimowych Alkoholików czytamy między innymi:
„(…) Wspólnota AA nie jest związana z żadną sektą, wyznaniem, partią, organizacją lub instytucją; nie angażuje się w żadne publiczne polemiki; nie zajmuje stanowiska w jakichkolwiek sporach. Naszym najważniejszym celem jest pozostawać trzeźwym i pomagać innym alkoholikom w osiągnięciu trzeźwości (…)”

Tu mówi się szczerze, uczciwie i wprost, bez podtekstów; mówi się o uczuciach, które w nas są, o trudnościach, przeżyciach, o tym wszystkim co „w duszy gra”. Tu w powietrzu wisi życzliwość, przyjaźń i zrozumienie. I co ważne, mówimy tylko o sobie.

Na tym spotkaniu czytaliśmy medytacje „24 godziny” i wtedy padło pytanie:
− Czy codziennie rano zaczynam dzień od podjęcia postanowienia, że nie będę pił przez najbliższe dwadzieścia cztery godziny?

Niektórzy mówią, że to „katowanie się”, zaczynasz dzień i już ta gorzała, już o niej masz myśleć!? „Wolnoć Tomku w swoim domku”.

To jest część terapeutycznego programu 24 godziny i trzeźwiejący alkoholik powinien wiedzieć, jak z tego korzystać. Niektórzy modlą się o trzeźwość, inni medytują, proszą swoją Siłę Wyższą, Boga (jakkolwiek Go pojmują); ja wiem, że i mnie jest to potrzebne.
Myśleć o tym rano i wieczorem − to mi pomaga.

Dobrze, że na mitingu przypomniano coś, co POMAGA, jest proste, a często o tym zapominamy. Trzeźwienie, terapia, mitingi AA − tam nie ma filozofowania, jest prostota, uczciwość i systematyczność; to pomaga.

Co było jednak tym razem najważniejsze, najpiękniejsze?  Ruda wykonała i wykonuje GIGANTYCZNĄ pracę już przez rok!
Gratulacje, bo to był JEJ miting, były życzenia, AAowskie 100 lat i dobre, bardzo dobre słowa. Jubilatka powiedziała nam dużo po prostu płacząc.

Kochana, bardzo dużo zrobiłaś, jesteś w zupełnie innym, lepszym momencie Twojego życia.
„(…)Bądź łagodna dla siebie”. Tylko… 24 godziny.

Marek

Komentarze

Adam, 2017-03-12

Brawo Ruda! Brawo Marek!

Ruda, 2017-03-08

Rok temu trafiłam do Marka na terapię. Jaki był ten rok? Czy to powód do dumy, czy odniosłam sukces? Czy mi się udało?
Tak naprawdę nic mi się nie udało. Przez cały ten rok starałam się wdrażać w życie wszystko to, co wyniosłam z terapii, a więc 24 h, halt, pogodę ducha. Rok temu jeszcze nie miałam pojęcia, co to takiego, nie miałam pojęcia, czym tak naprawdę jest alkoholizm. Rok temu jechałam w nieznane - pełna lęku, niepokoju, wstydu i pogardy dla samej siebie. Jedno wiedziałam, że tak dalej już nie mogę żyć, że moi najbliżsi nie zasłużyli na życie w ciągłym strachu, czy dziś znów zastaną mnie pijaną. I uczepiłam się tej mojej bezradności jak tonący brzytwy, nie miałam już siły ciągle przegrywać z "finlandią". Ja "goliat" zostałam powalona na łopatki przez alkohol.
Czy zamieniłabym choć jeden dzień mojego życia po terapii na jeden dzień sprzed - nie, nie i jeszcze raz nie. Choć nie był to łatwy rok, to jednak piękne jest to, że wszystkie dni pamiętam, wszystkie moje decyzje były przemyślane, choć niektóre nietrafione. I wiem, że tam gdzieś jest ktoś, kto nade mną czuwa. Kiedyś modliłam się, aby pozwolił mi umrzeć, bo już nie mam siły tak żyć, a on pokierował mnie na terapię. Teraz stopuje mnie w moim życiu i pokazuje, że nie zawsze musi być po mojemu, że moje nie zawsze jest dobre dla mnie. Staram się uczyć pokory i bycia mniej perfekcjonistką. Próbuję odbudowywać relację z córką. Próbuję wsłuchiwać się w siebie i kiedy nie czuję się dobrze, kiedy widzę, że dana sytuacja czy ludzie źle na mnie działają powodując frustracje, ciągłe zmęczenie czy rozdrażnienie, nie boję się już zmian. Teraz wiem, co jest dla mnie najważniejsze. Teraz wiem, żeby być trzeźwą, muszę dbać o siebie pod kątem fizycznym a przede wszystkim psychicznym. Teraz wiem, że moja "samotnia" nie jest dobra, teraz mam znajomych w pewnym miasteczku L. na Mazurach i w pewnym miasteczku L. w centrum Polski. Teraz już wiem, że to bycie samotnym, to była moja wymówka, aby pić.
Dziś nie jestem sama, dziś mam znajomych, a przede wszystkim dziś mam córkę, która dała mi najpiękniejszy prezent na 1 rok, ona nawet o tym nie wie - w naszej ostatniej rozmowie powiedziała, że od roku wreszcie jest spokojna i nie musi się martwić o mnie, że nie boi się już każdego kolejnego dnia. Dla tych słów warto było pracować cały rok, warto było odwalać tę ciężką pracę każdego dnia.

Dodaj komentarz